To nie jest kolejny podręcznik fotografowania dzikich zwierząt – a w każdym razie nie tylko. Owszem, Peterson przekazuje tam sporo solidnej wiedzy, w tym wiele porad unikatowych, dotyczących kwestii rzadko spotykanych. W książce jest jednak o wiele więcej – to opowieść o pasji, która stała się stylem życia. Co więcej, autor pisze tam jak nie tylko żyć pasją, ale żyć z pasji.
Po prostu przeżyć
Jeśli ktoś jest przekonany, że to dopiero w dzisiejszych czasach trudno się utrzymać z fotografii – powinien przeczytać tę książkę. Szczególnie pierwsze rozdziały, z opisem walki o przeżycie – całkiem dosłownie – i utrzymanie się z fotografii zwierząt czyta się jak świetną powieść obyczajową. A to przecież głębokie czasy analogowe, czyli z dzisiejszego punktu widzenia „złota era” fotografii komercyjnej. Mimo to „Łoś”, aby móc fotografować dzikie zwierzęta... pracował w sklepie fotograficznym.
Początek książki to jednak nie tylko opowieść o tym, jak ciężko nawet wówczas było utrzymać się z fotografii zwierząt, ale bardzo cenna lekcja wejścia w środowisko naukowców – przyrodników, badających zachowania, populację i migracje różnych gatunków, którzy do swoich prac potrzebowali kogoś, kto by to wszystko udokumentował. Tym kimś okazał się w tym przypadku Moose Peterson, który na tej współpracy wyrobił sobie renomę, choć niekoniecznie doszedł do majątku. Właściwie to – jak sam pisze – na współpracy z przyrodnikami dotąd nie zarobił ani grosza. Ale nadal uważa, że było to warte wysiłków i poniesionych kosztów.
Lutowanie fleszy
Książka jest bardzo osobista także w warstwie stricte fotograficznej. To nie jest podręcznik w sensie abecadła czy nawet zaawansowanego, ale uporządkowanego wykładu, gdzie dostajemy wiedzę od A do Z z jakiejś dziedziny. Owszem, znajdziemy tam wyłożone podstawy fotografii – dość skrótowo, ale zrozumiale, co nieco o czytaniu światła, całkiem sporo o sprzęcie, znacznie ciekawsze jest jednak co innego. Peterson dzieli się swoimi doświadczeniami, pomysłami, techniką, ale jest to prezentowane w postaci pewnych historii, gdzie na początku autor stanął przed wyzwaniem, a my możemy krok po kroku obserwować, jak on te problemy rozwiązywał.
Rozwiązania były często bardzo niekonwencjonalne, bo wymagały lutownicy i przeróbek sprzętu fotograficznego. Istotniejsze jednak od spraw czysto technicznych jest samo nastawienie Petersona – jeśli coś chciał wykonać, to nie zastanawiał się, czy to możliwe, tylko jakich środków potrzebuje, by uzyskać to, co chce. Owszem, poznajemy triki Petersona, ale ciekawszy jest jego sposób myślenia i samo podejście do wyzwań.
Zwierz na błysk
Wyżej pojawiła się wzmianka, która może zdziwić osoby nieco już obeznane w sztuce fotografowania zwierząt. Chodzi o lampę błyskową. To rzeczywiście dość nietypowe, bo większość fotografów przyrody w ogóle nie używa lamp błyskowych, ograniczając się wyłącznie do światła zastanego. Peterson przyznaje, że nie lubi fleszy, ale jednocześnie potrafi z nich zrobić użytek. Stosuje je do doświetlenia, by zmodyfikować charakter światła zastanego, zaakcentować główny motyw, ale także robi zdjęcia wyłącznie przy użyciu lamp błyskowych, fotografując w ten sposób w nocy czy w jaskiniach. Nie tylko uzyskuje w ten sposób ujęcia zupełnie unikatowe, lecz te fotografie są po prostu ładne – mimo użycia flesza! Jak to osiągnąć? Sam Peterson przyznaje, że nie jest to łatwe, ale dzieli się swoją wiedzą w tym zakresie, a ma ją naprawdę unikatową.
Część dotycząca światła błyskowego to najcenniejsza technicznie część książki. Użycie fleszy do fotografowania zwierząt to coś zupełnie innego niż przy portretach czy sporcie, bo tutaj ma się minimalną kontrolę nad sytuacją i trudno o proste i jednoznaczne procedury. Fotografia z błyskiem to element stylu Moose'a – nie musimy go kopiować, nie musimy się nim zachwycać, ale warto go poznać, bo to spory kawał wiedzy i zbieranych latami doświadczeń.
Z miłości
W książce jest pasja – do fotografii, ale jeszcze bardziej do przyrody. Jest zachwyt nad malutkim wireonkiem, emocje przy pierwszej dokumentacji gniazdowania cierniosterników, dramatyzm oględzin zniszczeń dokonanych wśród zwierząt przez pożar lasu. Moose Peterson jest pchany nie tylko pasją do fotografii, ale w nie mniejszym stopniu uwielbieniem dla dzikiej przyrody. Jestem przekonany, że tylko takie połączenie pozwoliło mu zdobyć obecną pozycję – jednego z czołowych fotografów zwierząt.
Nie można też pominąć aspektu ekologicznego, który sam autor mocno akcentuje. Dla niego zupełnie niedopuszczalne jest, aby ceną wykonanych zdjęć były zniszczenia spowodowane wśród zwierząt, zwłaszcza gdy dokumentuje się je na gniazdach.
Wszystko to sprawia, że jego książkę czyta się świetnie: jak pełną anegdot opowieść o przygodzie życia, jaką dla Petersona jest zawodowe fotografowanie zwierząt. Autor opowiada ze szczegółami o chwytaniu w kadr zwierząt małych i dużych, latających i czworonogich; pisze zarówno o sprzęcie w ujęciu praktycznym, jak i o technikach podchodzenia, użyciu flesza czy fotografowaniu w nocy. Wiele uwagi poświęca kwestiom ekologicznym, m.in. niepłoszeniu zwierząt i szacunkowi dla środowiska. Ta książka należy do rzadkiego gatunku pozycji, które można polecić każdemu – skorzystają z niej zarówno początkujący, jak zaawansowani miłośnicy fotografii dzikiej przyrody.
DIGITAL FOTO VIDEO; 2012-04-27
Fotografowanie dzikich zwierząt to niesamowite wyzwanie zarówno pod względem technicznym jak i koncepcyjnym. Jak mówi Moose Peterson, autor książki „Uchwycone obiektywem. Lekcje legendarnego fotografa dzikich zwierząt" w tym gatunku fotografii najważniejsza jest cierpliwość i wiedza. Nad jednym i drugim musiał równie ciężko
pracować i dzięki temu po 30 latach pracy dzieli się z nami swoim doświadczeniem. W książce Peterson opowiada zarówno o swoich sukcesach jak i porażkach, omawiając zrealizowane projekty prezentuje zarówno problemy z jakimi się spotkał jak i sposoby dzięki którym udało mu się je rozwiązać. Książka jest niczym pamiętnik, w którym autor opisuje swoje ekspedycje oraz przemyślenia, jakie mu w danym momencie towarzyszyły.
Autor podkreśla, że nie ma jednego przepisu na dobre zdjęcie, do każdego trzeba się odpowiednio przygotować. Często powodzenie sesji zależy od znajomości ukształtowania terenu, odpowiedniego podejścia i wytrwałości. Zwraca przy tym uwagę jak pomocna może okazać się znajomość z biologami, specjalistami od ochrony przyrody czy strażnikami parków krajobrazowych, którzy mogą służyć radą i cennymi wskazówkami.
Jeden z jego przyjaciół dosyć trafnie spuentował trudności związane z pracą w tej branży mówiąc, że „Fotograf przyrody codziennie od nowa szuka roboty". To trudna sztuka, ale jak widać można się w niej realizować, czego i Wam życzymy
Digital Camera Polska; 2012-01-24