Serie wydawnicze

  • Dla bystrzakow
  • Bez kantow
  • Lekarz rodzinny
  • Seriaporad.pl
  • Bezdroza
  • Michelin

Wydawnictwo Helion

Helion SA
ul. Kościuszki 1c
44-100 Gliwice
tel. (32) 230-98-63

informacje o księgarni septem.pl
Program Partnerski
O nas
© Helion 1991-

Recenzje prasowe



  1. Malezja, Singapur i Brunei. Travelbook. Wydanie 1

    Dżungla i futuryści

    Malezja jest często tylko etapem podróży w drodze do Australii czy Nowej Zelandii, ale coraz częściej adresem, pod którym warto zatrzymać się na dłużej.

    Kraj kontrastów, w którym magiczna przesztość i bujna przyroda stykają się z ultranowoczesnością. Już podczas transferu z lotniska podróżny odkrywa futurystyczny wizerunek malezyjskiej metropolii Kuala Lumpur. Wyobrażenie bujnej roślinności osadza się na obrazie supernowoczesnych wysp wysokościowców ze szkła i metalu. Wystarczy jednak trafić do Chinatown, dokąd prowadzą szlaki zorganizowanych wycieczek i nieokiełznanego tłumu backi futuryści packersów, by odnaleźć wibrujący świat azjatyckiego miasta. Ten kulturowy szok wynika ze świadomości, że jeszcze 200 lat temu były w tym miejscu jedynie niebezpieczne bagniska.

    Początki Kuala Lumpur to górnictwo cyny. Rynki gotowe wchłonąć każdą jej ilość sprawiły, że na niegościnne tereny przybyły rzesze chińskich robotników. To sprawiło, że miasto, wzorem innych, zaczęło się rozrastać.

    Panowali tu Anglicy i to oni określili strategię rozwoju miasta. Region stawał się coraz bogatszy, na jego sukces złożyły się też plantacje importowanych drzew kauczukowych. W 1957 roku Malezja zyskała niepodległość.

    Dzisiejsze Kuala Lumpur jest miejscem, gdzie wypoczywa się trudno (wysokie temperatury i takaż wilgotność), ale zwiedzaniu można poświęcić wiele dni.

    Dzielnica hinduska, Kampung Baru, czyli dzielnica malajska, chińskie świątynie taoistyczne; Centralne targowisko, nieopodal którego łączą się rzeki Gombak i Klang. Małe Indie (Briekfields), zwane od dawnych cegielni, które tu funkcjonowały, dziś sąsiadują z Muzeum Królewskim w pałacu Istana Negara. Warto odwiedzić Meczet Narodowy z ponad 70-metrowym minaretem oraz Muzeum Sztuk Islamskich. Relaksu można zażyć w ogrodach Perdana lub parku motyli. Narodowe planetarium wprowadzi turystę w świat nauki.

    Tygodnik Angora, Ł. Azik

  2. Manufaktura codzienności

    Zawsze mam mieszane uczucia, gdy trafiają do mnie książki pokroju „Manufaktury codzienności” autorstwa Joanny Matusiak. Bo czy to bardziej poradnik? Czy może książka trochę filozoficzna? Czy mnie czegoś nauczy? Czy stracę czas? Jako olbrzymia fanka reportaży i kryminałów, mam odwieczny problem z pozycjami stojącymi na półce Psychologia czy Rozwój osobisty, a które nie są książkami opartymi na badaniach, tylko jednostkowych doświadczeniach autora (jak to nieszczęsne „leczenie” depresji przez Panią Pawlikowską, o czym pisałam TU).

    Ale Joanna Matusiak kupuje mnie już w pierwszych kilku zdaniach, kiedy pisze, że to nie jest książka poradnikowa, nikomu nie chce i nie zamierza mówić jak ma żyć. Opowiada o sobie. O swojej codzienności, o życiu, doświadczeniach, uśmiechu, kotach, kawie, cierpieniu, miłości. O wszystkim, co dotyka i dotyczy nas, jako ludzi. Opowiada o sobie i zaznacza, że nie ma zamiaru twierdzić, że ma monopol na bycie szczęśliwym. Zachęca do czytania, a jeśli ktoś zechce spróbować spojrzeć na świat i jej oczami, to proszę bardzo. Może zadziała.

    „Czy byłaś już dziś szczęśliwa? Nie? To się pospiesz, dzień taki krótki. Ja już byłam – słońce czułam na twarzy, ptaków słuchałam, wsłuchiwałam się w oddech mężczyzny, potem on mnie tulił, czułam smak kawy, a teraz wierna kocia towarzyszka mruczy tuż obok, pod tym samym kocem. Tak. Przez godzinę mojego dnia byłam już wiele razy szczęśliwa niewidzialnymi szczęściami i jeszcze wiele razy będę.”

    Autorka, świadomie czy też nie, w bardzo lekki i przyjemny sposób opisuje nam Mindfullness, które wspaniale wpływa na spokój ducha, czerpanie przyjemności z drobnostek i cieszenie się zastanym światem. Bo czy tak zupełnie szczerze potraficie każdego dnia dostrzec coś pięknego? Miłego? Fajnego? Potraficie cieszyć się z każdego łyka kawy, krzyku ptaków za oknem, zapachem nowej świeczki albo śmiać się szczerze z przypalonego obiadu? A Autorka potrafi.

    I można powiedzieć, że skoro pracuje w domu i to też nie na pełen etat, to ma czas i warunki, by się skupiać bardziej na sobie, na głaskaniu kota czy zapachu kawy pitej co rano na tarasie. A my, pracujemy 8-10h w korpo, padamy z nóg i jedyne o czym marzymy to iść spać o 21.00. Rano w biegu pijemy rozpuszczalną Neskę i klnąc pod nosem zmieniamy buty, do których w nocy nasikał nam kot. Ale ale… Czy to nie wymówki? Nie wszystkie dni są kolorowe i fajne, jak to w życiu. Ale może warto zrobić sobie chociaż kilka godzin w tygodniu takich bardziej mind-full?

    Książka może to ułatwić. I mimo, iż przeczytanie jej chwilę mi zajęło, bo odkładałam ją zirytowana, że Autorka tak bardzo się wszystkim potrafi cieszyć, a ja znowu zapomniałam kupić papieru toaletowego i pękły mi spodnie, to czytało się ją lekko. Nie jest to może MUST READ każdego człowieka na świecie, ale jeśli chcecie spojrzeć na świat człowieka, który czuje się naprawdę szczęśliwy i jak do tego stanu doszedł – to sądzę, że warto.

    A kupicie ją np. TU.

    EDIT: A jednak książka mnie trochę zwiodła. Po rozmowie z Autorką dowiedziałam się, że:

    "Pracuje więcej niż na jeden etat. Pracuje nawet na dwa. Jestem trenerem biznesowym, pracuje na zlecenie korporacji, prowadzę z przyjaciółką swój projekt warsztatów dla kobiet #zwykłedobreżycie, oprócz tego po 8-10 godzin dziennie robię swoje sploty. Moja doba trwa od 6.00- 23.30 więc czasu mam conajmniej tak samo jak inni co pracują w korpo. Nawiasem Mówiąc pracowałam w korporacji przez ponad 10 lat zanim zostałam trenerem."

    http://psycholog-pisze.pl/, Monika Kotlarek

  3. Lick. Stage Dive

    Powoli nabieram przekonania, że mój zasób fascynacji dla kategorii romansu się wyczerpuje. I martwi mnie to, ponieważ bardzo lubię tego typu książki. Na szczęście pojawiają się tytuły, które dają mi nadzieję. Bowiem, gdy widzę, że zawierają one wątek muzyczny, to nie waham się ani chwili, aby po nie sięgnąć! Wyobraź sobie, że po hucznej imprezie w Las Vegas, na potężnym kacu, budzisz się obok gorącego, wytatuowanego mężczyzny, a na palcu dostrzegasz pierścionek z wielkim diamentem. tak właśnie czuła się Evelyn Thomas, która tamtej nocy obchodziła swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Nie pamiętała z nich zupełnie nic, w przeciwieństwie do leżącego obok niej rockmana, który pamiętał każdy detal...

    Evelyn wkrótce poznała całą prawdę. Ubiegłego wieczoru została żoną Davida — utalentowanego idola, autora hitów i głównego gitarzysty kapeli rockowej Stage Dive. Po pierwszym szoku postanowiła wyplątać się z tego dziwnego małżeństwa. Już wkrótce okazało się jednak, że chemia między nimi jest zbyt silna, aby po prostu się rozstać. Mimo że oboje pochodzili z różnych światów, zaczęli odnajdywać coraz więcej łączących ich spraw. Postanowili zawalczyć o siebie i dla siebie, choć zdawali sobie sprawę, że będzie to od nich wymagać poświęcenia. Małżeństwo z gwiazdą rocka nie może być nudne! Pierwsze co przemówiło do mnie w przypadku serii Stage dive, to wspomniana wyżej tematyka muzyczna. Uwielbiam wszystkie historie, które skupiają się na członkach zespołów lub po prostu artystach. Dodatkowo jeśli rozwinięty jest motyw utworów, ich tekstu lub podana przykładowa ścieżka dźwiękowa, to jestem w siódmym niebie. W przypadku tego cyklu, autorka nawiązała 'porozumienie' z jednym zespołem i za jego zgodą ich utwory przypisała swoim bohaterom.

    Ale powróćmy do fabuły. Idea obudzenia się koło gwiazdy rocka dla wielu osób na pewno jest niezwykle nęcąca. W szczególności jeśli tą gwiazdą jest niesamowicie przystojny mężczyzna. Przyznajmy, przyjemna perspektywa. Jednak czy obudzenie się z pierścionkiem na palcu jest już tak bardzo nęcącą opcją? Tu już niektórzy by polemizowali. W tym ja.

    Gitarzysta Stage Dive to bez dwóch zdań pociągający mężczyzna, na dodatek niezwykle opiekuńczy i troskliwy. Mogłoby się wydawać, że ślub w Vegas to jego wybryk po pijaku, lecz nic bardziej mylnego. Gdy mężczyzna poznaje kobietę, która od pierwszej chwili wydaje się być tą jedyną, nie waha się ani chwili. Evelyn i David rozpoczęli swoją wspólną podróż dość nietypowo, jednak postanawiają dać sobie szansę i zobaczyć, co z tego wyniknie. Nie mają nic do stracenia, a do zyskania miłość.

    Książkę czyta się bardzo przyjemnie i nie jest ona wymagająca. Sceny z udziałem dwójki głównych bohaterów dominują, ale autorka zadbała też o to, abyśmy już w pierwszej części mogli poznać cały zespół. I według mnie wszystkie sceny z udziałem pozostałych bohaterów stanowią kwintesencję wprowadzonego klimatu muzycznego. Każdy z nich emanuje nie tylko seksapilem i typowym dla gwiazd urokiem, ale również muzycznym stylem. Jest to dobry sposób na przygotowanie bazy kolejnych części serii, które dotyczą poszczególnych członków zespołu.

    "Lick" nie jest lekturą wymagającą większego zaangażowania od czytelnika, jest natomiast książką, która pozwoli się odprężyć w dobrym towarzystwie. Główni bohaterowie nie są irytujący, ich relacja stopniowo się rozwija pozwalając dostrzec ich wzajemną kompatybilność. Zdecydowanie ten tytuł można uznać za dobre rozpoczęcie serii, która ma potencjał, aby wyróżniać się na tle sobie podobnych. Nie tylko dzięki bardziej zaskakującej i rozwiniętej fabule, ale także nietypowym bohaterom.

    ksiazkowapasja.blogspot.com, Weronika Bar

  4. Until Trevor

    ,,Until Trevor” to moje drugie spotkanie z Aurorą Rese Reynolds, ale czy udane? Pierwsza powieść z cyklu ,,Until” naprawdę przypadła mi do gustu, chociaż nie była na pewno najlepszą książką jaką do tej pory miałam okazję czytać. Jednak miała ona swój urok, była lekka i miło ją wspominałam, więc zapoznanie się z kontynuacją, było dla mnie czymś oczywistym. Recenzję pierwszej części serii, ,,Until November” znajdziecie pod tym linkiem.

    Liz nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn i do tej pory nie odnalazła szczęścia w związkach. Wiele lat temu zginął jej ojciec, którego kochała i był dla mniej wzorem. Bardzo przeżyła tą stratę i zaczęła ona wpływać na jej życie. Jedyny chłopak, który zdołał zdobyć jej serce, po prostu ją skrzywdził i odszedł. Prawie w tym samym czasie jej brat – Tim – postanowił ją okraść i uciec z pieniędzmi, które były jej potrzebne do prowadzenia wymarzonego sklepu. W tym krytycznym dla niej momencie, do jej życia powrócił Trevor. Władczy, zabójczo przystojny i niesamowicie uparty mężczyzna, który jakiś czas temu ją skrzywdził, teraz chce ponowie zawalczyć o miejsce w jej życiu. Gdy wszystko zaczyna się układać, do życie Liz i Trevora, wkracza Tim, wraz ze swoimi problemami. Czy uda im się pokonać wszystkie przeciwności losu?

    ,, - Mam być miły? Na jego podjeździe stoi pieprzony mini cooper, Liz. Żółty mini cooper. Jaki facet jeździ taką popierdółką? Jezu – powiedziałem, potrząsając głową i spoglądając na jego dom.”

    O ile o pierwszej części miałam do powiedzenia dużo dobrego, tak ta mnie trochę rozczarowała. Zacznę od tego, że po prostu znienawidziłam Liz i kompletnie nie kupiłam jej charakteru, toku myślenia i nie rozumiałam decyzji, które podejmowała. Rozdziały, w których to ona opowiadała o wydarzeniach, były dla mnie naprawdę ciężkie do przejścia, zwłaszcza jeśli naszło ją na jakieś głębsze przemyślenia o tym, czy powinna być z Trevorem, czy powinna z nim zamieszkać, czy powinni mieć psa, czy powinna w ogóle być szczęśliwa i takie tam.

    Z drugiej strony był Trevor – czyli czarny koń tej powieści, bo tylko dzięki niemu dotrwałam do końca. Naprawdę go polubiłam, zachowywał się stosunkowo racjonalnie i jak dorosły mężczyzna, który wie czego chce. Od razu polubiłam jego charakter i z pewnością jest znacznie ciekawszą osobą niż jego brat z poprzedniej części – Asher.

    Sama treść z początku trochę mnie zdziwiła, bo dość długo nie mogłam się doszukać w niej jednej myśli, która by przewodziła i tworzyła fabułę. Jednak ostatecznie całość nabrała większego sensu i nawet podobała mi się ta historia, chociaż była dość statyczna i bez zwrotów akcji. Pojawił się w niej symboliczny wątek natury kryminalistycznej, który dodał tej opowieści odrobinę mroku i też niepewności, chociaż nie został jakoś szczególnie rozwinięty, a szkoda, bo mógł naprawdę świetnie uzupełnić fabułę.

    ,,Tej nocy zmieniamy pościel, a potem kładziemy się do łóżka. Gdy tak leżymy – Trevor jak zawsze na mnie – dziękuję mojemu tacie za to, że przysłał mi kogoś takiego. Czuję bowiem, że tata ma coś wspólnego z pojawieniem się Trevora w moim życiu.”

    Treść zdominowały sceny seksu, których było po prostu za dużo. Każdy wątek zaczynał się w ten sposób i kończył. Było tego naprawdę za dużo i byłam odrobinę zniesmaczona, a także znudzona, ponieważ po pewnym czasie to zaczynało robić się nudne. W końcu ileż można opisywać jedną czynność i to jeszcze w tak krótkiej powieści?

    Miałam również wrażenie, że językowo także kulało. Trochę jakby ,,Until November” napisała jedna osoba, a ,,Until Trevor” już inna. Oczywiście dało się to czytać i to nawet z dużym powodzeniem, ale czasem musiałam się zatrzymać i przeczytać jakieś zdanie jeszcze raz, aby zrozumieć jego sens. Na dodatek, dopatrzyłam się literówek w treści, niewielu, ale jednak.

    Fajnie, że autorka nie zapomniała o poprzedniej części i w tej również pojawili się bohaterzy, których już znamy. Nie zapomniała o historii, którą już stworzyła i mieliśmy okazję też przeczytać o November oraz Asherze, bo pojawili się kilka razy i dowiedzieliśmy się, jak potoczyły się ich dalsze losy.

    Zakończenie absolutnie nie zaskakuje, ale chyba czytelnik jest je w stanie przewidzieć przed rozpoczęciem czytania, zwłaszcza jeśli zna pierwszą część. Jednak w momencie, gdy już wydaje się, że treść zmierza w stronę ,,żyli długo i szczęśliwie”, pojawia się pewien zwrot akcji, który w moim odczuciu, uratował całą książkę.

    ,,Until Trevor” to naprawdę lekka lektura, ale z wieloma wadami, które mogą ją dyskwalifikować, zwłaszcza w oczach bardziej wymagających czytelników. Jest to powieść, która nie wyrywa się ze schematów, a główna bohaterka po prostu irytuje. Jednak całość jest do zniesienia i muszę przyznać, że nawet się nie nudziłam, chociaż w treści brakuje zwrotów akcji. Myślę, że po prostu (z racji choroby) potrzebowałam przeczytać coś niezobowiązującego i niezmuszającego do myślenia.

    Ocena: 7/10

    Bookparadise.pl , Psiapsi czyta

  5. Play. Stage Dive

    LICK:

    Kiedy serce gra jak struna szarpnięta miłością...

    Wyobraź sobie, że po hucznej imprezie w Las Vegas, na potężnym kacu, budzisz się obok gorącego, wytatuowanego mężczyzny, a na palcu dostrzegasz pierścionek z wielkim diamentem. tak właśnie czuła się Evelyn Thomas, która tamtej nocy obchodziła swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Nie pamiętała z nich zupełnie nic, w przeciwieństwie do leżącego obok niej rockmana, który pamiętał każdy detal... Evelyn wkrótce poznała całą prawdę. Ubiegłego wieczoru została żoną Davida - utalentowanego idola, autora hitów i głównego gitarzysty kapeli rockowej Stage Dive. Po pierwszym szoku postanowiła wyplątać się z tego dziwnego małżeństwa. Już wkrótce okazało się jednak, że chemia między nimi jest zbyt silna, aby po prostu się rozstać. Mimo że oboje pochodzili z różnych światów, zaczęli odnajdywać coraz więcej łączących ich spraw. Postanowili zawalczyć o siebie i dla siebie, choć zdawali sobie sprawę, że będzie to od nich wymagać poświęcenia. Małżeństwo z gwiazdą rocka nie może być nudne! Oto książka, w której brzmienia gitary przechodzą w zmysłową melodię miłości. To opowieść o rozstaniach i powrotach, o bolesnych tajemnicach z przeszłości, nadziei i odwadze, która każe zaryzykować wszystko, by spełnić marzenia. Znajdziesz tu cząstkę własnej historii, w niesamowitym klimacie rocka!

    PLAY:

    Evelyn i David — główny gitarzysta topowej kapeli rockowej Stage Dive — znaleźli szczęście. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy kolejny członek zespołu wdał się w romans. Tym razem Mal, perkusista Stage Dive, postanawia nieco poprawić swój wizerunek. Dochodzi do wniosku, że u jego boku powinna być budząca sympatię fanów dziewczyna. Odpowiednia kandydatka pojawia się na prywatce u Evelyn i Davida. Ma na imię Annie i poważne problemy finansowe. Mal składa jej propozycję, aby przez jakiś czas za stosowną zapłatę grała rolę jego ukochanej. Annie przyjmuje ją z wahaniem — przecież Mal był jej idolem i bardzo, ale to bardzo się jej podobał... Choć od samego początku ustalili, że ten układ jest tylko czystą grą, już wkrótce okazało się, że ich serca grają razem mocniej niż perkusja w najlepszym kawałku Stage Dive... W drugim tomie z serii Stage Dive znajdziesz uzależniającą mieszankę namiętności, czułości, humoru i erotyzmu. To wyjątkowo wciągająca, lekka i zabawnie napisana historia o zakrętach i trudnościach, jakie trzeba pokonać, aby spełnić swoje marzenia i znaleźć prawdziwą miłość. To opowieść burzliwa i niepokojąca, jak dźwięki bębnów, emocjonalny romans, który toczy się w rytmie dobrego, mocnego rocka. Zanim otworzysz tę książkę, pamiętaj, że już po pierwszych kilku stronach nie oderwiesz się od jej kart!

    Gdy serce zaczyna uderzać w rytm rocka...

    Totalnie i niezaprzeczalnie zakochałam się w tej serii. Czym Stage Dive wyróżnia się pośród innych książek o zespołach rockowych? Przede wszystkim humorem i naprawdę świetnymi bohaterami, których polubiłam od pierwszych stron.

    Pierwszy tom serii opowiada historię Evelyn i Davida, którzy spotykają się w mocno specyficznych warunkach. Las Vegas, huczna impreza, później.... czarna dziura. Gdy Evelyn budzi się na wielkim kacu, obok faceta, którego spokojnie można nazwać spełnieniem mokrych snów, zauważa na palcu wielki pierścionek.... Według Davida poprzedniego wieczora wzięli ślub, którego ona oczywiście nie pamięta. Natychmiast postanawia naprawić ten alkoholowy błąd, jednak David ma odrobinę inne plany...

    Lick to naprawdę świetny wstęp do wyjątkowej serii. Historia Evelyn i Davida zaczyna się bardzo oklepanym motywem, jednak z biegiem wydarzeń widać, że ta książka to coś więcej niż często używane schematy, to wyjątkowa opowieść o miłości, która zrodziła się w niezwykłych okolicznościach.

    Drugi tom opowiada historię Mala i Annie, którzy spotkają się na imprezie Evelyn i Davida. Perkusista Stage Dive od jakiegoś czasu miewa zmienne nastroje, a o przyczynie nie chce rozmawiać z chłopakami z zespołu. Z niewiadomych przyczyn postanawia znaleźć sobie dziewczynę na niby, a jego wybór pada na Annie. By uwiarygodnić tę grę, Mal wprowadza się do dziewczyny i pomaga w opłaceniu rachunków. Od pierwszej chwili można wyczuć niezwykłą chemię między nimi, więc zabawa w związek będzie pełna zaskakujących momentów....

    Play to drugi tom, który dorównuje pierwszemu, co nie zdarza się zbyt często. Ta część jest naładowana emocjami, a za zachowaniem Mala kryje się coś, co złamie czytelnikom serca.

    Obie te książki są naprawdę rewelacyjne, kryje się w nich ciekawa historia, ale to, co w nich najlepsze to cudowni bohaterowie i humor. Widać, że Kylie Scott miała pomysł na tę serię — oba tomy się łączą, widać zmiany w zachowaniach bohaterów, a książki czyta się błyskawicznie i płynnie.

    Wspomniałam, że najlepszym elementem tych książek są bohaterowie, teraz napiszę, dlaczego tak uważam. Autorce udało się stworzyć postaci z krwi i kości, wielowymiarowe, mające swoje wady i zalety. Każdy z bohaterów mógłby żyć w prawdziwym świecie, są pełni humoru, ale mają swoje demony, są inteligentni, choć czasami udają, że wręcz przeciwnie. Ale to nie wszystko! Kylie Scott stworzyła naprawdę świetne relacje pomiędzy bohaterami — zarówno pierwszoplanowymi, jak i drugoplanowymi. Przyjaźń, rodzina, tworzenie prawdziwego związku — zostały przedstawione z bardzo ciekawej perspektywy i aż chciałoby się być częścią rodziny Stage Dive. Gdybym miała wybierać, to Mal jest moim ulubieńcem — jego humor, cięty język, ale i druga twarz, której nie pokazuje zbyt często, zdobyły moje serce już na początku pierwszego tomu.

    Kylie Scott pisze naprawdę lekko, interesująco i choć oparła swoje książki na znanych nam motywach, to dodała w nie coś swojego. Naprawdę jestem pod wrażeniem dialogów i tego, jak je skonstruowała — włożyła w nie dużo humoru, bohaterowie lubią wymiany zdań, które nieczęsto są punktem zapalnym ich relacji.

    Dwa pierwsze tomy serii Stage Dive bardzo wysoko postawiły poprzeczkę. Lick i Play to świetne, lekkie i zabawne książki, które pokazują, że miłość przychodzi, kiedy chce, bywa, że w dziwnych okolicznościach. Świetni bohaterowie, humor i lekki styl autorki sprawiają, że obie te książki wciągają od pierwszych stron. Jeśli szukacie książek, w których zakochacie się od pierwszych stron, to gorąco polecam te dwie!!!

    myfairybookworld.blogspot.co.uk, Ewelina Nawara

logotypy