Opinie o książce "Czerwony Książe. Andrzej Jaroszewicz w rozmowie z Alicją Grzybowską"

6
(50%)
5
(50%)
4
(0%)
3
(0%)
2
(0%)
1
(0%)
Opinie czytelników (liczba ocen: 2)
Średnia ocen: 5.5

Czerwony Książę. Andrzej Jaroszewicz w rozmowie z Alicją Grzybowską:

Ocena : 6 Ocena książki 2019-11-09

Wiki

Bardzo ciekawa książka, która w ogromnej mierze skupia się na morderstwie państwa Jaroszewiczów. Premier Jaroszewicz sugerował, że wie więcej, niż mówi. Szukanie konkretnych tropów, które się z tym wiążą, jest efektowne, ale niestety niesprawdzalne. Z pewnością hipotez dotyczących śmierci komunistycznego premiera jest przynajmniej kilka: on sam opowiadał, że towarzysze z PZPR chcieli się go pozbyć. Obawiał się też podsłuchu, który miał być zainstalowany w jego własnym domu. Czy Piotr Jaroszewicz przeszkadzał polskim komunistom? Jeśli tak, to nie da się wykluczyć, że za brutalnym morderstwem stoi słynne ?komando śmierci?, które w czasach transformacji ustrojowej miało mordować katolickich księży. Ale były premier mógł nadepnąć na odcisk nie tylko politykom z naszego podwórka. Plotka głosi, że jeszcze pod koniec II wojny światowej, razem z dwoma kolegami, wszedł w posiadanie archiwum gestapo z pałacu w Radomierzycach. Miało zawierać dokumenty obciążające polityków z całej Europy. Dziwnym trafem, towarzysze Jaroszewicza, z którymi ramię w ramię odkrywał dokumenty hitlerowców, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Jest czerwiec 1945 r., III Rzesza chyli się ku upadkowi. Niemcy są zaskoczeni tempem, w jakim na zachód poruszają się Sowieci. Walter Schellenberg, szef wywiadu politycznego SS polecił wywieźć hitlerowskie skarby do Radmeritz, które niedługo miało zmienić nazwę na Radomierzyce. Jeśli wierzyć, plotkom w barokowym pałacu wylądowało 300 tys. teczek tajnych dokumentów, po 250 stron każda. Dotyczyły m.in. kolaboracji Francuzów z Niemcami. Na archiwa jako pierwsi mieli się natknąć trzej żołnierze Ludowego Wojska Polskiego: Piotr Jaroszewicz, Jerzy Fonkowicz i Tadeusz Steć. Wszyscy zginęli w latach 90., a morderców nigdy nie złapano. Jako pierwszy został zamordowany Jaroszewicz - w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku. Tuż po nim zginął Steć ? w styczniu 1993 r. ktoś zabił go w jego mieszkaniu. Najwięcej szczęścia, jeśli w ogóle można tak powiedzieć, miał Jerzy Fonkowicz. Pożegnał się ze światem 7 października 1997 r. Ktoś zamordował go w jego domu, w Konstancinie-Jeziornej. Torturowano go przed śmiercią podobnie jak Jaroszewicza. Nikt nie udowodnił, że zamordowanie tej trójki miało jakikolwiek związek z nazistowskim archiwum. Z pewnością wszyscy trzej bohaterowie tej historii byli związani z komunistyczną władzą - jeden był premierem, drugi attaché wojskowym, a trzeci współpracował z SB. Być może właśnie dlatego musieli zamilknąć, kiedy w Polsce zaczęła się nowa epoka. ?Koledzy chcieli się mnie pozbyć? ? w rozmowie ze swoim synem przekonywał brutalnie zamordowany premier. Twierdził, że wypadek jego śmigłowca z 1976 r. nie był żadnym przypadkiem. Koledzy w całości zrzucili na niego odpowiedzialność za rozruchy robotnicze z czerwca. Podobno sam Stanisław Kania, I sekretarz KC PZPR opowiadał, że Jaroszewicz jest ?spalony?. W czasach stanu wojennego były premier został zresztą internowany jako człowiek kojarzony z ekipą Edwarda Gierka. Po wybuchu stanu wojennego był przekonany o podsłuchu zainstalowanym we własnym domu. Poważniejsze rozmowy zawsze prowadził w ogrodzie. Na pewno potrafił dać do zrozumienia kolegom z partii, że nie należy go lekceważyć. ?Nie chcę się wypowiadać, jakie dokumenty widziałem u Piotra Jaroszewicza. Dotyczyły niedużego kręgu osób sprawujących władzę? ? zeznawał przed sądem Aleksander Kopeć, były minister Jaroszewicza. ?Dokumenty dotyczyły ludzi, którzy w latach 90. byli na pierwszych stronach gazet?? Jaroszewicz dużo wiedział o akcji ?Żelazo?. To w jej ramach polscy agenci przeniknęli do zachodnich struktur przestępczych ? kradli, rabowali i mordowali. Ich łupy trafiły później do polskich dygnitarzy. Podobno w dniu śmierci Jaroszewiczów sąsiedzi widzieli trzy osoby, które wychodziły z posiadłości. Miało to być dwóch mężczyzn i ? co charakterystyczne ? kobieta. To właśnie ta trójka mogła tworzyć owiane złą sławą esbeckie komando śmierci. Prawdopodobnie to oni zamordowali ks. Stefana Niedzielaka. Co znamienne, duchowny sprzyjający Solidarności zginął od profesjonalnego ciosu karate w szyję! Czy to przypadek, że policja w sprawie Jaroszewicza, zatrzymała właśnie gang karateków? Są niezależne relacje świadków, które mówią o osobach podobnych do potencjalnych morderców ks. Niedzielaka. Ci ludzie mieli wyjść z domu premiera w dniu zabójstwa. Trudno jednak wyrokować na tej podstawie. Są pewne zbieżności w zeznaniach. Tylko tyle i aż tyle. Kiedy znaleziono ciała brutalnie pomordowanych Jaroszewiczów najbliższa rodzina od razu wykluczyła motyw rabunkowy. Zginęły tylko drobiazgi: srebrny medal z francuskiego MSZ, osobista broń czy zegarek. Nie było też śladu po teczkach z dokumentami byłego premiera! Co było wewnątrz? Nie wiadomo. ?Poszukiwania sprawców nie szły w stronę dóbr materialnych? ? stwierdził Jan Jaroszewicz po obejrzeniu pokoju telewizyjnego i sypialni zamordowanej matki. #8UrodzinyEbookpointKonkurs

Ocena : 5 Ocena książki 2017-09-01

bez podpisu

Ciekawa książka. Warto kupić :)

Zamknij