Co czuje człowiek dryfujący samotnie po morzu przez ponad dwa miesiące? Bezradność? Złość? A może tylko strach? O czym myśli? Czy wierzy w to, że uda mu się przetrwać? Steven Callahan przeżył 76 dni na dmuchanej tratwie, każdego dnia walcząc o przeżycie. Swoje zmagania z żywiołem wody, rekinami, głodem i pragnieniem opisał w przejmującej książce „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu”.
„Wolność ludzi morza fascynuje, jednak ta wolność nie przychodzi za darmo. Jej cena to utrata bezpieczeństwa typowego dla życia na lądzie. Kiedy szaleje sztorm, żeglarz nie może po prostu zaparkować statku i zejść z niego. Nie może się ukryć w kamiennych ścianach, dopóki burza się nie uspokoi. Nie ma ucieczki od przyrody. Żeglarze są wrażliwi na piękno natury i jej brzydotę bardziej niż większość ludzi na lądzie. Wybrałem życie żeglarza, żeby uciec przed restrykcjami ze strony społeczeństwa, i poświęciłem bezpieczeństwo. Wybrałem wolność i zapłaciłem za to” – ten fragment książki Stevena Callahana można uznać za jej motto.
Początek podróży
Jest 4 luty 1982 roku. Steven Callahan wypływa samotnie z Wysp Kanaryjskich w kierunku Karaibów. Początkowo morze jest spokojne, jednak po tygodniu wiatr wzmaga się i nadciąga burza. Fale pienią się i wywracają jacht „Napoleon Solo”, a Steven ratuje się dzięki nadmuchiwanej tratwie ratunkowej. Od tej pory skazany jest już tylko na łaskę i niełaskę morza, pogody, pływających wokoło morskich stworzeń i własnych umiejętności…
Piekło czas zacząć
„Rozbitek” to książka wstrząsająca, pokazująca nieznany i nieoswojony świat, w którym nie ma miejsca na ludzkie słabości i gdzie nie obowiązują reguły znane nam z codziennego życia. Opowieść o piekle na ziemi, z którego można się wydostać dzięki własnemu uporowi, sprytowi i… odrobinie szczęścia. I choć Steven Callahan pisze, że dziwi go przypinanie mu etykiety bohatera, w trakcie czytania książki trudno jest myśleć o nim w inny sposób.
W „Rozbitku” znajdziemy relacje z codziennej walki o życie – walki z żywiołem i samym sobą. Razem ze Stevenem będziemy wyczekiwać przepływających statków, odpędzać rekiny, polować na ryby, zbierać słodką wodę, łatać przedziurawioną tratwę, konstruować kuszę i zmagać się z samotnością. W tej podróży celem jest przetrwanie, które zmusza do nadludzkiego nieraz wysiłku. „Codziennie muszę pracować ciężej i dłużej, żeby utkać świat, w którym mogę żyć. Przetrwanie to sztuka, a ja chcę grać w niej główną rolę. Scenariusz brzmi dość prosto: trzymaj się, racjonuj jedzenie i wodę, poluj na ryby i obsługuj destylator” – pisze autor w połowie książki.
Trudna sytuacja bohatera staje się w „Rozbitku” punktem wyjścia dla rozważań o samym sobie, swoim dotychczasowym egoizmie i relacjach z innymi ludźmi. Steven z każdym dniem umacnia się w przekonaniu, jak niezwykły jest świat, który go otacza.
Wielowymiarowa opowieść
Niewątpliwie mocną stroną „Rozbitka” są ilustracje namalowane przez autora: Steven Callahan nakreśla wygląd dmuchanej tratwy, ryb, którymi się żywił, destylatora wody, który utrzymywał go przy życiu, zapewniając wodę pitną, czy kuszy, dzięki której mógł polować na koryfeny. Szczegółowe obrazki opatrzone są objaśnieniami, które pomagają jeszcze lepiej zrozumieć trudne położenie tytułowego rozbitka.
Autentyczności opowieści dopełniają fotografie autora, jego wybawców oraz gumowej tratwy i przedmiotów, których Steven Callahan używał, by przetrwać.
Dla kogo?
Książkę „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu” Stevena Callahena można polecić zarówno miłośnikom przygód, żeglarzom i osobom interesującym się survivalem, jak i tym, którzy poszukują lektury z drugim dnem, w której rozgrywające się wydarzenia są tylko tłem dla przemyśleń, egzystencjalnych refleksji i katharsis bohatera.
Morze stało się dla autora papierkiem lakmusowym jego umiejętności, miejscem, gdzie zdolność pokonywania przeciwności losu określa wartościowość człowieka. W takich warunkach każdy jest nagi, skazany tylko na samego siebie, bez szans na ucieczkę. Pozostaje tylko stawić czoło trudnościom. "Nie przestałem żeglować – pisze Steven Callahan – Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności".
Steven nie poddał się, walczył do utraty tchu – nawet wtedy, gdy wydawało się, że nie ma żadnych szans, by się uratować. W nagrodę dostał od losu najpiękniejszą z nagród: życie.
next.pl; 2012-04-17
Po książki podróżnicze nie sięgam zbyt często. Wolę, żeby powieść zaniosła mnie w nieistniejący świat i opowiedziała o wydarzeniach, które nie miały miejsca. Mimo to z chęcią zaczęłam czytać „Rozbitka”.
Raz – nie wiadomo dlaczego, czuję sympatię do morza; dwa – ciekawiło mnie ogromnie, jak autor poradził sobie z historią opowiadającą o tym, co robił sam na tratwie przez całe 76 dni, w książce zawierającej 222 strony. Wszak na morzu jest tak, że niewiele jest do podziwiania, bo wszędzie jest… właśnie, morze.
Steven Callahan jest architektem statków, żeglarzem, człowiekiem, który kocha oceany. Zaplanował i zbudował „Napoleona Solo”, łódź niezbyt wielką, aby na niej popłynąć do Europy (co się udało bez większych przygód), a następnie bierze udział w regatach, z których odpada już po kilku dniach.
Byłam ogromnie zdziwiona. Strona nr 10, a on kończy swoją przygodę w ściganiu się łodzi. Co teraz? Przecież jest na morzu. Co tam może się dziać ciekawego przez tyle stron/dni? Czyżby autor chciał nas zasypywać wspomnieniami z lądu? Może będzie zastanawiał się, co zrobił źle i rozpaczał przez cały czas? Nic bardziej mylnego. Całe szczęście.
Okazuje się, że „Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni na morzu” jest niezwykle wciągającą powieścią o przetrwaniu, o ciągłej walce z żywiołem, ze zmęczeniem. Mało tam marudzenia o przeszłości, za to dużo chęci przetrwania. Poznajemy szczegóły nieustannej walki, aż do ostatków sił. „Rozbitek” jest relacją bardzo spójną, choć pełną emocji. Obserwujemy, jak po rozbiciu się „Napoleona Solo” bohater przebywa wiele kilometrów,na pneumatyczniej tratwie, która z pewnością nie jest niezawodna; walczy z głodem, pragnieniem, zaczyna łowić ryby, spotyka się z rekinami ludojadami. Okazuje się, że opowieść ta wcale nie jest nudna, że morze jest ciekawe, a przy okazji, często też przerażające.
Polecam ją przede wszystkim tym, którzy powieści przygodowe lubią i czytają – sądzę, że tą pozycją się nie zawiedziecie. Zachęcam jednak do jej przeczytania również tych, którzy swoją przygodę z tym typem literatury dopiero zaczynają, a także tym, którzy, podobnie jak ja, nie wierzyli, że można napisać ponad dwieście stron o tym, co się robiło na morzu, w poruszający i ciekawy sposób.
bookeriada.pl; 2012-03-05
Niezwykły zapis walki o życie, jaką na pneumatycznej tratwie ratunkowej stoczył Steven Callahan po tym, jakiego jacht zatonął. Przez 76 dni dryfował samotnie po oceanie, przebył w tym czasie 800 mil morskich, nękany głodem i sztormami, palony słońcem i walczący z rekinami. „Rozbitek" to niezwykła opowieść o heroizmie, cierpieniu, strachu i nadziei - dla wszystkich miłośników przygód.
FOCUS; 2012-02-29
Tak można określić książkę Stevena Callahana „Rozbitek", w której opisuje gehennę 76 dni spędzonych samotnie na gumowej tratwie ratunkowej, gdy jego jacht zatonął w sztormie niedaleko Wysp Kanaryjskich. Niesiona prądem i pasatem tratwa dotarła w końcu do Karaibów. Nie zauważyło jej dziewięć przepływających w pobliżu statków, nie pomogły rakiety, pochodnie, świece dymne ani pława EPIRB. Żeglarz przeżył dzięki ogromnej determinacji i zaradności, jak też dzięki temu, że zdołał zabrać z tonącego jachtu na tratwę przygotowany na taką ewentualność worek z dodatkowym wyposażeniem ratunkowym. Na szczęście wypadek zdarzył się w rejonie o względnie łagodnych warunkach meteorologicznych. Wstrząsająca relacja bohatera tej niesamowitej przygody przedstawia nie tylko techniczną, ale i psychologiczną stronę walki o przetrwanie, z wieloma akcentami filozof ii bytu, jakie rodzą się w myślach człowieka balansującego wiele dni na granicy życia i śmierci. Na wszelki wypadek każdy morski żeglarz tę książkę powinien przeczytać...
Żagle; 2012-02-29
Kiedy w lutym 1982 roku jacht Stevena Callahana zatonął na środku Oceanu Atlantyckiego, żeglarz nie spodziewał się, że to co potem nastąpi zmieni na zawsze jego życie. Przez siedemdziesiąt sześć dni dryfował po morzu w tratwie ratunkowej, walcząc ze swoimi słabościami i przyrodą. Dzięki nieprawdopodobnej sile przeżycia, doświadczeniu i szczęściu przetrwał w sytuacji, która wydawała się beznadziejna. „Rozbitek" to wstrząsająca relacja z tego rejsu. Ale nie tylko. To także, niemal mistyczna opowieść o sensie ludzkiego życia i związkach człowieka z otaczającym go światem. „Nawet tutaj otaczają mnie skarby. Gdy rozglądam się widzę twarz Boga w gładkich falach morza, Jego łaskę w ruchach koryfeny (ryby, której mięsem żywił się rozbitek - T.F.), czuję Jego oddech na moim policzku, gdy muska mnie powiewem wiatru. Widzę wszystkie stworzenia uczynione na Jego obraz i podobieństwo." - wyznaje w jednym z rozdziałów.
naszemorze.com.pl; 2012-02-20
Ponieważ siedemdziesiąt jeden procent powierzchni ziemi zajmują naturalne akweny wodne, zrozumiałym jest nazywanie jej „Błękitną planetą”. Podziwiając urodę turkusowych jezior, bystrość płynących rzek oraz bezkresność oceanów, jasnym staje się fakt umiłowania wodnego żywiołu przez marynarzy, żeglarzy, kajakarzy i pływaków. Zdarza się jednak, że niesprzyjające warunki atmosferyczne: kłębiące się chmury, silny wiatr oraz wysokie fale są przyczyną morskich katastrof. Ze względu na dużą odległość od brzegu, pozostali przy życiu rozbitkowie tylko przy sprzyjającym szczęściu są w stanie wyjść z owej „walki z żywiołem” zwycięsko.
Taką właśnie niebezpieczną przygodę przeżył Steven Callahan, który przez siedemdziesiąt sześć dni samotnie dryfował po oceanie. Jego książka jest wzruszającą relacją, przemawiającą szczerością i autentycznością wypowiedzi oraz prostotą zdarzeń. Dzięki zastosowanej przez autora formie pamiętnika, czytelnik ma okazję poznać trud i samotność każdego kolejnego dnia. W długiej „podróży do brzegu” Steven Callahan borykał się z uciążliwym głodem i pragnieniem, palącym słońcem oraz silnym, porywistym wiatrem. Stanowiąca jedyne schronienie rozbitka pneumatyczna tratwa ratunkowa pieszczotliwie przez niego nazywana „Gumową Kaczuszką”, prowizoryczny harpun do walki z rekinami, inne nieliczne przedmioty codziennego użytku, a także słońce i księżyc, to niemi świadkowie chwil dłużących się jak „stulecie rozpaczy”.
Opisane przez Callahana surowe warunki wzbudzają w czytelniku z jednej strony współczucie, z drugiej natomiast podziw dla wytrwałości, nieugiętości i pragnienia przeżycia. Momentom zwątpienia, zniechęcenia, rezygnacji, rozpaczy oraz upadku nadziei została przeciwstawiona wola przetrwania i desperacka walka o życie. Wszystko to sprawia, że działania podejmowane przez dryfującego rozbitka są godne najgłębszych refleksji nad życiem, codziennością i przemijaniem.
Książka Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu jest jedną z serii Szlaki ludzi ciekawych. Wiele wiadomości z dziedziny marynistyki pozwala szczegółowo pogłębić wiedzę. Mnóstwo jednokolorowych ilustracji, rysunków i schematów, czyni lekturę jeszcze ciekawszą. Napisana w sposób przystępny oraz niezwykle zajmujący, bez wątpienia trafi w gusta tych, którzy zaliczają się do grona miłośników przygód. Warto jednak, by sięgnął po nią każdy z nas, bowiem problem odpowiedzialnego traktowania człowieczeństwa jest szczególną potrzebą ludzi wszystkich czasów i narodów. Przykład walczącego o życie rozbitka uczy godnego przyjmowania codziennych wyzwań.
granice.pl; 2012-01-05
Kiedy myślisz 'żeglarz', co przychodzi Ci do głowy? Przystojny mężczyzna pokroju Mateusza Kusznierewicza, doskonale umięśniony, pięknie opalony, o włosach rozjaśnionych przez słońce, zakochany w morzu bez pamięci... Być może Cię rozczaruję, ale wilk morski z książki "Rozbitek. Siedemdziesiąt sześć dni samotnie na morzu", Steven Callahan, kompletnie do tego opisu nie pasuje. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziesz poniżej.
Steven Callahan urodził się 6 lutego 1952 roku w Stanach Zjednoczonych. Jego największą pasją jest żeglarstwo, toteż żyje zgodnie ze zdaniem wypowiedzianym przez jednego z jego bohaterów literackich: 'Potrzebujesz Matki Ziemi, ale kochasz Morze'. Jako uzdolniony projektant łodzi i architekt statków sam zbudował sobie swój ukochany jacht, "Napoleon Solo", na którym wyruszył w samotny rejs z Wysp Kanaryjskich na Karaiby w 1982 roku. Kiedy jego łódź po sześciu dniach od rozpoczęcia rejsu tonie (zabierając mu prawie wszystko, co posiadał i co było potrzebne do przeżycia), Steven dryfuje przez 76 dni po Atlantyku na tratwie pneumatycznej (nazwanej Gumową Kaczuszką III) dokładnie relacjonując, jak sobie radził, co jadł, co pił, słowem - jak żył.
Książka Callahana to niezwykłe świadectwo woli życia. To pokładowe zapiski człowieka, dotyczące jego zdrowia fizycznego i psychicznego, kondycji tratwy, ilości jedzenia i wody. Steven przez ten cały długi okres miał do czynienia z wyjącym dookoła wiatrem, wilgocią, uderzającymi w plecy falami (dochodzącymi nawet do 10 metrów), przejmującym zimnem w nocy i trudnym do zniesienia upałem w dzień. Jego wiernymi towarzyszami niedoli były rekiny, morświny, koryfeny, rogatnice, latające ryby i małe skorupiaki, stanowiące część jego pożywienia lub też polujące na niego. Co ciekawe, na koniec swej odysei oceanicznej wszystkie te stworzenia traktował jak wiernych przyjaciół i żal mu było się z nimi rozstawać...
Nie ukrywam, iż początkowo książka ta mnie męczyła. Niewielka czcionka, fachowe słownictwo, perspektywa przeczytania ponad 200 stron o tym, jak jakiś facet samotnie dryfuje po morzu. Zastanawiałam się, o czym on będzie pisał? Bałam się, że pewnie wciąż będą się przewijały te same zwroty: strach, sztorm, burze, woda, wiatr, i że powieje nudą. Pomyliłam się. Callahan napisał piękną, prawdziwą i poruszającą powieść. Na dodatek tak sugestywną, że wydawało mi się, iż jestem na jego nieszczęsnej tratwie razem z nim. Dokładne opisy problemów z jakimi przyszło mu się zmierzyć i jak sobie poradził, nie mając do dyspozycji praktycznie żadnych narzędzi, oraz świetne ilustracje (dokumentujące przykładowo ewolucję kuszy czy podstawy nawigacji) zasługują na podziw i uznanie. Podobnie jak świadomość, ile wycierpiał, gdy do jego licznych pęcherzy, ran i otarć dostawała się słona woda... Ta niewiarygodna historia jest dowodem na to, że marzenia dają człowiekowi siłę, by przetrwać nawet w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Callahan nie liczył, że ktoś mu pomoże (nie ma się co dziwić - jego tratwę minęło 9 statków), ale sam się ratował. Wiedział, że mimo świetnego przygotowania i doskonałego wyposażenia, by przeżyć potrzebne mu szczęście, dlatego na każdym kroku mu pomagał. Kiedy w chwilach zwątpienia, rezygnacji i ogromnego smutku po policzku lały mu się łzy, szybko je ocierał, nie pozwalając, by do jego monotonnej egzystencji wkradło się zwątpienie, że może tę nierówną walkę z naturą i samym sobą kiedykolwiek przegrać.
Polecam tę książkę każdemu, kto zdaje sobie sprawę z tego, że wszyscy codziennie (w różnym stopniu oczywiście) walczymy o przetrwanie; że każdy z nas jest mniej lub bardziej doświadczany przez los i tylko od niego zależy, czy swoją walkę wygra. Autor dedykuje swoją opowieść wszystkim ludziom na świecie, którzy wiedzieli, wiedzą lub będą wiedzieć, co znaczy cierpienie, desperacja lub samotność, a na jej końcu pisze:
"Nie przestałem żeglować. Morze pozostaje najbardziej odludnym miejscem na świecie. Według mnie podróżowanie przez odludzie, nieważne czy pełne drzew, czy fal, jest kluczowe dla rozwoju i dojrzewania ludzkiej duszy. To na odludziu możesz odkryć, kim naprawdę jesteś, poprzez stawianie czoła wyzwaniom świata, w którym grubość portfela nie ma znaczenia, a miernikiem wartości stają się twoje umiejętności." (str. 220)
Życzę Ci więc, by Twoje umiejętności były adekwatne do bitwy, jaką przychodzi Ci stoczyć każdego dnia...
Sztukateria; 2012-01-04
Wprowadzenie
Niesamowita, trzymająca w napięciu, otwierająca oczy, zmuszająca do refleksji – tak w skrócie, można opisać tę książkę. Autor opisuje przygodę swojego życia, kiedy podczas samotnego rejsu na Karaiby, jego łódź zostaje uszkodzona, a autor ląduje na tratwie ratunkowej. Na początku nie wie że przyjdzie mu się zmagać z ogromnym bólem i zmęczeniem przez prawie 2,5 miesiąca. Książka jest zarówno majstersztykiem pisarskim, jak również głęboką refleksją nad sensem i tajemnicą istnienia. Czytając tę książkę, autor zmusza czytelnika do refleksji nad złożonością świata, oraz nad siłą ludzkiej woli przeżycia. Nie wiem jakich słów użyć, ponieważ obawiam się, że nie potrafię stworzyć tak kwiecistych zdań, które oddadzą cały majestat książki.Pozycja idealna dla każdego człowieka!
O czym jest ta książką
Steven Callahan, projektant łodzi, konstruktor, żeglarz. Od najmłodszych lat związanych z żeglowaniem i pokonywaniu trudności. Wychowywany by sobie radzić i przeżyć wszystko. Staje przed największym wyzwaniem w swoim życiu na 76 dni trafia do piekła. Piekła które nie jest głęboko pod ziemią, lecz daleko na środku oceanu. Piekła w którym to nie ogień parzy ciało, lecz sól która odrywa każdego strupa i wpycha się do każdej rany. Nie to nie jest piekło, w piekle tylko się cierpi. Na środku oceanu, łowi się ryby, zbiera się wodę, znosi ataki ryb, odgania rekiny, łata każdą dziurę, znosi upały, przetrzymuje sztormy, wylewa się wodę, powiadamia się statki, które Cię nie widzą i oczywiście się pije – nie więcej niż 200 ml wody dziennie. Wielkie męstwo, odwaga i wola przeżycia autora jest godne podziwu i naśladowania.
O czym jeszcze jest ta książka?
Oprócz opisywania swoich przygód, metod rozwiązywania problemów etc, autor pokazuje jeszcze drugą stronę tej sytuacji. Stronę duchową całej sytuacji, stronę gdzie serce bierze górę nad rozumem, a naukowcy w białych kitlach przecząco kiwają głowami.
Podsumowanie
Dla mnie jest to pozycja określana mianem „must-have”, po prostu musisz ją mieć, musisz ją przeczytać i przynajmniej raz w życiu musisz zacytować jej fragment.
www.abc-survival.pl; 2012-01-02
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak może wyglądać piekło? Powszechne wyobrażenia tego miejsca wiążą się z ogniem. A czy komuś przyszłoby do głowy, że piekłem może być bezkresna woda? Stevenowi Callahanowi zapewne nie, zwłaszcza że był on miłośnikiem żeglarstwa. A jednak właśnie do takiego piekła on trafił, na siedemdziesiąt sześć dni. I opisuje je w swojej książce.
Steven Callahan, doświadczony żeglarz i projektant łodzi, buduje jacht „Napoleon Solo” i wyrusza nim w rejs. Podczas burzy na morzu jacht tonie, zaś jemu samemu udaje się uratować na tratwie pneumatycznej.
Jednak „ratunek” nie oznaczał w tym wypadku jeszcze rzeczywistego ocalenia. Bohater książki znajduje się na dryfującej na pełnym morzu tratwie, a zewsząd czyhają na niego różnorodne niebezpieczeństwa: burze, które mogą spowodować zatonięcie tratwy, groźne rekiny, wyniszczające organizm pragnienie i głód czy wreszcie możliwość całkowitego załamania psychicznego.
W książce „Rozbitek” znajdziemy opisany po kolei każdy dzień „odysei oceanicznej” jej autora. Mimo że przedstawia on te wydarzenia z pewnej perspektywy czasowej, o swoich przeżyciach opowiada tak, że czytając tę książkę, odnosimy wrażenie, że to wszystko dzieje się na naszych oczach. Sugestywność narracji sprawia, że przeżywamy to, co się stało, angażujemy się emocjonalnie w losy bohatera, wraz z nim przeżywamy wzloty i upadki nadziei.
Książka „Rozbitek” przepełniona jest uczuciami i emocjami. Autor, opisując swój stan ducha, opowiada o walce z siłami natury oraz o walce z samym sobą. Z jego opowieści wynika, że miał w sobie wielką wolę życia, jednak niejednokrotnie przychodziły momenty zwątpienia, zniechęcenia, rezygnacji, upadku nadziei. W książce znajdziemy opisy jego desperackiej walki o życie, ale też uczuć i odczuć, jakie towarzyszyły każdego dnia i każdej nocy: strach, ból, rozpacz, poczucie samotności i zagubienia. Każdy z tych 76 dni na morzu musiał przetrwać, nie wiedząc, czy jego dotychczasowe starania nie pójdą na marne, czy nie ocalał z tonącego jachtu tylko po to, by zginąć na dryfującej tratwie.
Podczas lektury „Rozbitka” podziw wzbudza ogromna siła ducha autora. Czytamy, że wiele razy, szczególnie w chwilach, gdy przychodziły łzy, sam siebie beształ i przywoływał do porządku. A na pewno nie było to proste – szczególnie, gdy musiał bezradnie patrzeć, jak kolejno 9 statków mija go, nie zauważywszy tratwy. Powtarzał sobie wówczas: „Jedno jest pewne. Nie mogę liczyć na to, że ktoś mnie uratuje. Muszę się sam ratować”. I ratował się przy użyciu wszelkich możliwych środków. Z książki możemy się dowiedzieć, w jaki sposób autor zdobywał, w tak ciężkich warunkach, pożywienie i wodę pitną i jak je racjonował, by wystarczyło ich na dłużej; jak określał swoje położenie na morzu, starając się wywnioskować, jak daleko znajduje się od jakiegoś lądu.
Dla mnie było wprost niewiarygodne to, co robił, aby utrzymać się w formie fizycznej i psychicznej. Musiał to robić przez 76 długich dni, z których każdy – jak pisze – ciągnął się „jak stulecie rozpaczy”.
Dla czytelnika natomiast te 76 dni mija bardzo szybko – książkę czyta się bowiem z pełnym napięcia zaciekawieniem, niczym najlepszą powieść przygodową. Uzupełniają ją i wzbogacają ciekawe ilustracje wykonane przez autora.
Książka ta stoi na wysokim poziomie językowym i charakteryzuje się bogatym słownictwem, szczególnie w zakresie opisów działań bohatera oraz jego stanu ducha. Podczas czytania z łatwością można wczuć się w jego sytuację, poczuć się nim samym, zaś wraz z dotarciem do kresu tej „wyprawy przez piekło”, spływa na czytelnika ulga.
A jak wyglądał wzruszający finał i w jaki sposób nadszedł ratunek? Zachęcam do sięgnięcia po „Rozbitka”, aby się tego dowiedzieć.
Steven Callahan tak wyraził się o swojej książce:
„Odkryłem, że „Rozbitek” opisuje najbardziej powszechny aspekt człowieczeństwa: walkę o przeżycie . W większym lub mniejszym stopniu codziennie walczymy o przetrwanie, a tak naprawdę każdy musi przejść co najmniej jeden poważny test w życiu”.
Warto przeczytać tę książkę, by przekonać się, jak niezwykle trudną walkę o przetrwanie stoczył jej bohater.
Warto ją przeczytać, by poznać człowieka, który trafił do piekła i przeżył je, wyrywając się z objęć śmierci.
Warto tę książkę przeczytać, aby poznać poruszającą do głębi i fascynującą opowieść, która na długo zostanie w pamięci.
info.arttravel.pl; 2011-12-13
"Każdy dzień wydaje się dłuższy. Czterdziestego drugiego dnia na tratwie ocean jest płaski i gorący niczym na równikowym blaszanym dachu w sierpniu. Słońcu na niebie towarzyszą setki jego odbić w niewielkich falach. Wszystko, co mogę zrobić, to umościć się w „Kaczuszce”. Tkwimy tu jak kropka w książce o czystych stronach"
Mogłoby się wydawać, że w dobie współczesności człowiek jest jednostką, której zwyczajne zagubienie, czy zatopienie się w bezkresie przerażającej samotności jest trudne lub niemożliwe, chociaż jak pokazuje jednak historia Stevena Callahana — niewykluczone.
Książka Rozbitek jest pewnego rodzaju świadectwem możliwości człowieka wystawionego na potężną próbę i zmagania — walkę z siłami natury — niebezpiecznym oceanem, rekinami, sztormami i palącym słońcem, ale również, a może nawet przede wszystkim — ze sobą i swoimi słabościami — głodem, pragnieniem oraz zabójczym zmęczeniem organizmu.
Opis siedemdziesięciu sześciu dni spędzonych przez człowieka na morzu jest niewątpliwie wstrząsający, wciągający i obfity w często ambiwalentne emocje, momentami jednak… nużący.
Relacja dotycząca kolejnych, czasami spokojnych dni spędzonych na tratwie, chociaż stanowiąca dopełnienie opowieści, wzbogacona ponadto o ilustracje przedstawiające rozmaite konstrukcje i schematy, nie była moim zdaniem wiele wnoszącym elementem.
Ciągła wiara w ocalenie mimo naprawdę ekstremalnych przeżyć i kilkukrotnych, bezowocnych spotkań z przepływającymi nieopodal statkami sytuuje tutaj jednak Callahana na pozycję swoistego mentora, który z pewnością może pokazać czytelnikowi, czym tak naprawdę jest nadzieja. Udowadnia on również, że ciężką pracą i determinacją MOŻNA osiągnąć wszystko — nawet „narodzić się” na nowo.
"(…) nie możemy kontrolować naszego przeznaczenia, ale możemy pomóc w kształtowaniu go…"
unfeigned.pl; 2011-12-13