Łamanie zwierzęciu ducha nie jest konieczne, aby móc żyć z nim w harmonii - tak brzmi pierwsze zdanie książki "Zaklinacz psów", autorstwa Paula Owensa i Normy Eckroate.
Dlaczego więc tak postępujemy Czy nasze przekonanie o skuteczności tej metody nie jest przypadkiem przykrywką dla chęci wykazania ludzkiej wyższości i fizycznej dominacji Wiele na to wskazuje...
Przewaga metod pozytywnych Nie kaleczmy zwierzęcia i własnej duszy - apelują autorzy "Zaklinacza psów". I przekonują - można inaczej! O tym, co się kryje za tym "inaczej", jest właśnie cytowana książka.
Okładka książki "Zaklinacz psów" /materiały promocyjne Podstawa tej filozofii to szkolenie przez nagradzanie. I bynajmniej nie jest to fanaberia czy zbytni humanitaryzm. Takie podejście bowiem w coraz większym stopniu zyskuje podstawę naukową. Badania przeprowadzone w 2004 r. przez naukowców z Uniwersytetu w Bristol "(...) silnie wskazują na przewagę metod pozytywnych nad metodami awersyjnymi (co oznacza również użycie kar fizycznych)" - czytamy w "Zaklinaczu...".
Szarpanie zawsze brutalne
Kary, na dłuższą metę, nie tylko są nieskuteczne. Mają również niezwykle destrukcyjny wpływ na zwierzę, jego fizyczną kondycję i jakość życia.
Weźmy przykład szarpania smyczy - cytowany przez autorów behawiorysta William Campbell dowodzi, że szarpnięcie wcale nie musi być silne, aby wywołać uraz. Zwykłe szarpniecie "oznacza skoncentrowany nacisk około siedmiu kilogramów wywarty z prędkością 10 metrów na sekundę na psie gardło i kręgosłup szyjny".
Zacznijmy od "Zaklinacza..."
Efekty W 1992 r. Anders Hallgren zbadał 400 psów - 252 miało uraz kręgosłupa. Spośród nich aż 65 proc. wykazywało zaburzenia behawioralne (wśród psów o zdrowych kręgosłupach - tylko 30 proc.). Aż 78 proc. psów, określanych jako agresywne lub nadaktywne, miało urazy kręgosłupa...
Przerażające, prawda Nie brnijmy więc w schemat łamania czworonoga. Stosujmy metody pozytywne! A zacznijmy od lektury "Zaklinacza psów".
facet.interia.pl , 2010-05-13